Dorn, 22.11.2016

 

WTOREK, 22 LISTOPADA 2016

Schetyna: Jestem w Kołobrzegu, by rozmawiać o zagrożeniu ze strony Komitetu Centralnego PiS dla samorządu

13:12

Schetyna: Jestem w Kołobrzegu, by rozmawiać o zagrożeniu ze strony Komitetu Centralnego PiS dla samorządu

– Przyjeżdżam tu aby spotkać się z marszałkami, samorządowcami by porozmawiać o zagrożeniu [ze strony] polityki rządu, Komitetu Centralnego PiS dla samorządu. To jest najgorszy z możliwych wzorców starych czasów, ta chęć centralizacji i zabrania niezależności. Podważanie pozycji tych, którzy dobrze zarządzają. Gdzie jak nie tu, właśnie z marszałkami województw rozmawiać o tym zagrożeniu. I odpowiedzialności za państwo, gdy to jest ideologiczne, gdy jest agresywne. To wtedy od samorządów będzie dużo zagrażań. W kontekście zabierania pieniędzy dla NGO też będzie dużo zależeć od samorządów. Np. poprzez tworzenie budżetów partycypacyjnych. To ważny moment. PiS po rozpoczęciu wojny z TK, ta wojna dobiega końca, a teraz widzimy dalszy ciąg walki z władzą sądowniczą. Samorządy są zaraz za tym – powiedział w Kołobrzegu Grzegorz Schetyna.

11:46
nitras1

Nitras i Pomaska o podwyżkach OC: Żądamy od premier Szydło natychmiastowej interwencji w tej sprawie.

– Chcieliśmy państwa poinformować o tym, co się dzieje z ubezpieczeniami OC. Mamy do czynienia z drastycznymi podwyżkami. To jest obowiązkowe ubezpieczenie. Podwyżki średnio sięgają 36%, a nawet 500%. Powinna się tym zainteresować premier Szydło. Niestety tak nie jest. UOKiK bagatelizuje tę sprawę – mówiła Agnieszka Pomaska na konferencji w Sejmie.

Nitras: Żądamy od premier Szydło natychmiastowy interwencji w tej sprawie

Skala podwyżek w przyszłym roku sięgnie 100%. W tym wszystkim dochodzi do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. To formuła opisana w prawie. W takiej sytuacji UOKiK mają obowiązek wszcząć postępowanie. Zadamy od premier Szydło natychmiastowy interwencji w tej sprawie. Niech zmusi UOKiK do wszczęcia postępowania. Ta sprawa jest bardzo podobna do kredytów frankowych. Ta sprawa dotyczy dwudziestu-paru milionów Polaków. Obowiązkiem rządu jest dbanie o interesy obywateli. Podwyżka OC to klasyczna zmowa, rząd musi interweniować

10:06

Błaszczak: Teraz będzie normalnie. Wszystkie NGO-sy będą miały równy dostęp do środków publicznych

– To jest umożliwienie wszystkim organizacjom pozarządowym równego dostępu do środków publicznych. Wcześniej tak nie było. Konkursy, to jest taka formuła, którą można wszystko uzasadnić. Praktyka była taka, że te same organizacje dostawały wsparcie. A były organizacje, które wsparcia otrzymać nie mogły. Teraz będzie normalnie. Każdy takie wsparcie będzie otrzymywał. Jest czymś nieodpowiednim, gdy 70% budżetu tych organizacji jest przeznaczane na płace. Takie organizacje powinny przeznaczać pieniądze na cele społeczne. A nie na wynagrodzenia – mówił o zmianach w finansowaniu NGO-sów Mariusz Błaszczak w „Salonie politycznym Trójki”

Błaszczak: Kryteria będą sprawiedliwe, otwarte

Kryteria będą sprawiedliwe, otwarte i takie, które pokażą że każda z organizacji pozarządowych ma możliwość ubiegania się o dotacje. Dziś fundacje koncentrują się nie na mecenacie, a na pozyskiwaniu. Powinny skoncentrować się na mecenacie.

09:08
mk1

Siemoniak: Trwa obława na samorządowców. CBA i prokuratura działają politycznie

– Trwa obława. Wyraźnie to widać, bo nie jest to pierwsza sprawa. Zaczęło się od kontroli wszystkich urzędów marszałkowskich, takie działanie ewidentnie publiczne. Potem był prezydent Lublina, teraz prezydent Łodzi. Myślę, że rację ma Ludwik Dorn, który dziś w jednej z gazet powiedział, że to jest czerwony alarm, bo sprawa Zdanowskiej jest prywatna, zamknięta w tym sensie, że spłaciła ten kredyt. Wyraźnie widać, ze CBA i prokuratura działają politycznie i mają człowieka, a dopiero wtedy znajdują paragraf – mówił w „Porannej rozmowie RMF” Tomasz Siemoniak.

08:37

Miller: Uważam Morawieckiego za interesującego kaznodzieję, który chodzi z dobrą nowiną, ale nic z tego nie wynika

– Jeżeli premier Morawiecki mówi, że to najlepszy rok od chyba 20 lat w sensie rozwoju, to komiczne. On mówi w momencie, w którym PKB spada w dół z prędkością promu kosmicznego. Za czasów SLD PKB było od 5 do 7%. To wysokość niewyobrażalna dla obecnej władzy. W Morawieckiego nie wierzę. Uważam go za interesującego kaznodzieję, który chodzi z dobrą winą, opowiada o niej, ale nic z tego dalej nie wynika, a dobrej nowinie potrzebne są skutki i fakty, których nie ma – mówił Leszek Miller w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

300polityka.pl

„Gazeta Polska” na tropie „kłamstwa smoleńskiego”. Jedna teoria goni drugą, sensacja – sensację

fot. Marta Kondrusik

22.11.2016
W Smoleńsku był zamach, eksplozje rozerwały samolot, Tusk utrudniał wyjaśnianie przyczyn katastrofy – takie twierdzenia od lat pojawiają się w artykułach „Gazety Polskiej”.
Przypominamy okładki „GP” i „GPC”, które prezentowały sensacyjne, zmieniające się  - i dotąd niepotwierdzone – teorie dotyczące tragedii pod Smoleńskiem.

Podziel się

W Smoleńsku był zamach, eksplozje rozerwały samolot, Tusk utrudniał wyjaśnianie przyczyn katastrofy – takie twierdzenia od lat pojawiają się w artykułach „Gazety Polskiej”. Przypominamy okładki „GP” i „GPC”, które prezentowały sensacyjne, zmieniające się  - i dotąd niepotwierdzone – teorie dotyczące tragedii pod Smoleńskiem. Co więcej, część tych teorii wyklucza się nawzajem.

W zeszłym tygodniu „Gazeta Polska Codziennie” opublikowała swoje „przełomowe” ustalenia ws. katastrofy smoleńskiej. „GPC” napisała, że „samolot Tu-154M, którym leciała delegacja do Katynia 10 kwietnia 2010 r., uderzył w ziemię kołami”. Tym samym zakwestionowała wnioski komisji Jerzego Millera, która uznała, że tupolew zderzył się z ziemią „w pozycji odwróconej”. „Raporty Millera i Anodiny (szefowej MAK – przyp. red.) mijają się z prawdą” – napisał dziennik.

Wszystkie zdjęcia

gazeta.pl

Ludwik Dorn

Centralne Biuro Ataku politycznego. Ogłaszam alarm

22 listopada 2016

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska

1 ZDJĘCIE

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

Uważam sprawę prezydent Łodzi za alarmującą, może nawet ważniejszą niż konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Opozycja powinna objąć ją kontrolą parlamentarną przy wykorzystaniu wszystkich środków
W swoich wypowiedziach publicznych odnosiłem się dotąd z dystansem do stwierdzeń, że obecny obóz władzy tworzy państwo autorytarne i policyjne. Dziś muszę stwierdzić, że w tej kwestii w ciemnym i długim tunelu zapaliło się czerwone światełko ostrzegawcze.

Chodzi mi o postawienie zarzutów karnych natury kryminalnej prezydent Łodzi Hannie Zdanowskiej, którą Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim oskarża o wyłudzenie kredytu zaciągniętego w 2009 roku. Postępowanie w tej sprawie prowadziło i prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Prezydent Zdanowska wystąpiła na konferencji i oświadczyła, że jest niewinna.

Można jej wierzyć lub nie; dla istoty rzeczy nie ma to większego znaczenia. Istota rzeczy polega bowiem na tym, że niezależnie od tego, jak było naprawdę w 2009 roku, zarzuty karne w ogóle nie powinny być pani Zdanowskiej postawione, a CBA od początku nie powinno podejmować sprawy.

Otóż art. 297 Kodeksu karnego (wyłudzenie kredytu) zawiera paragraf trzeci, który mówi: „Nie podlega karze, kto przed wszczęciem postępowania karnego dobrowolnie zapobiegł wykorzystaniu wsparcia finansowego lub instrumentu płatniczego, określonych w par. 1, zrezygnował z dotacji lub zamówienia publicznego albo zaspokoił roszczenia pokrzywdzonego”.

Ponieważ Hanna Zdanowska zaciągnięty w 2009 roku kredyt spłaciła w 2015 roku (o czym mowa w jej publicznie dostępnym oświadczeniu majątkowym za tenże rok), to nie ma pokrzywdzonego, czyli jej czyn, który, być może, był bezprawny, nie podlega karze. Jaki jest więc sens stawiać jej zarzuty karne? Sens jest tylko propagandowo-polityczny, niech media trąbią, że prezydent Łodzi z PO ma kryminalny zarzut karny.

Równie wątpliwy jest udział w tej sprawie CBA, które zgodnie z ustawą jest „służbą specjalną do spraw zwalczania korupcji w życiu publicznym i gospodarczym, w szczególności w instytucjach państwowych i samorządowych, a także do zwalczania działalności godzącej w interesy ekonomiczne państwa”. Nawet jeśli, co wielce prawdopodobne, CBA badało sprawę kredytu Hanny Zdanowskiej z racji weryfikacji jej oświadczenia majątkowego, to ustawa mówi wyraźnie, że tej weryfikacji biuro dokonuje w zakresie swoich ustawowych właściwości. A jaki związek z korupcją lub gospodarczymi interesami państwa miał zaciągnięty i spłacony kredyt?

Jedną z cech definicyjnych państwa policyjnego jest wykorzystywanie organów ścigania do stawiania bezpodstawnych zarzutów przeciwnikom politycznym reżimu. To, niestety, jest właśnie przypadek Hanny Zdanowskiej.

Wydaje się, że świadomy tego jest w obozie władzy co najmniej minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, który w TVP powiedział, że zbada zasadność zarzutów wobec pani Zdanowskiej, a jeśli prokuratorzy postępowali nieprofesjonalnie, to czekają ich konsekwencje. W wywiadzie ministra Ziobry padło przy tym tajemnicze zdanie, że sprawa Hanny Zdanowskiej objęta była w prokuraturze nadzorem prokuratury wojskowej. Z jakiej racji?

Zobacz także: Rok rządu PiS

Uważam tę sprawę za alarmującą, może nawet ważniejszą niż konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Opozycja powinna objąć ją kontrolą parlamentarną przy wykorzystaniu wszystkich środków: interpelacji, zapytań w sprawach bieżących, wniosków o informację bieżącą na posiedzeniu Sejmu, a przede wszystkim odrębnych posiedzeń komisji do spraw służb specjalnych i komisji sprawiedliwości.

Oprócz pytań zadanych powyżej warto się dowiedzieć chociażby, w ilu przypadkach zaciągniętych i spłaconych kredytów Centralne Biuro Antykorupcyjne badało prawdziwość i rzetelność dokumentacji wniosków kredytowych składanych przez funkcjonariuszy publicznych. A także – jakie były afiliacje polityczne osób objętych takim badaniem, w tych przypadkach, kiedy można je ustalić.

*Ludwik Dorn – w PRL-u współpracownik KOR-u, zakładał pierwszy niezależny ośrodek badań społecznych. Współzałożyciel PiS, minister spraw wewnętrznych i wicepremier za pierwszych rządów PiS, potem marszałek Sejmu. W latach 2008-15 bezpartyjny poseł niezrzeszony.

ta

wyborcza.pl

Prawicowi dziennikarze zaczęli otwartą walkę. Kłótnia o Smoleńsk i wpływy w TVP

Agnieszka Kublik, 22 listopada 2016

Tomasz Sakiewicz

2 ZDJĘCIA

Tomasz Sakiewicz (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ekshumacja prezydenckiej pary Marii i Lecha Kaczyńskich odsłoniła kuchnię prorządowego dziennikarstwa. Otwartą wojnę na łamach swoich tytułów prowadzą ze sobą redaktor naczelny „Gazety Polskiej Codziennie” Tomasz Sakiewicz i bracia Karnowscy z wPolityce.pl i „w Sieci”
Poszło o sobotni artykuł w „Gazecie Polskiej Codziennie” stawiający sensacyjną tezę, że tupolew 10 kwietnia 2010 r. uderzył w Smoleńsku w ziemię kołami, a nie – jak ustaliła rosyjska komisja MAK czy nasza rządowa komisja Jerzego Millera – grzbietem. Według GPC „jednoznacznie” wskazują na to wyniki sekcji zwłok pary prezydenckiej. „Ustalenia polskich i zagranicznych biegłych potwierdzają zeznania naocznych świadków wydarzenia” – czytamy w tekście GPC.

W tekście zero konkretów – żadnej analizy, jak wyniki sekcji Marii i Lecha Kaczyńskich doprowadziły do wniosku, że samolot upadł na koła. Gazeta na nikogo się nie powołuje. Nie ma też ani słowa wyjaśnienia, jak ta teza ma się do poprzednich forsowanych przez GPC, że na pokładzie tupolewa doszło do wybuchu jeszcze w powietrzu. Nie ma też znanej od kilku dni informacji, że wstępne wyniki sekcji zwłok prezydenckiej pary potwierdziły, że odnieśli oni obrażenia charakterystyczne dla ofiar wypadków komunikacyjnych.

Akt 1: Wiadomości „cenzurują” Sakiewicza

Naczelny GPC bardzo liczył, że ten news zacytują „Wiadomości” TVP, to byłaby promocja tytułu w największej porze oglądalności. O godz. 19. 14 Sakiewicz pisze na Twitterze „Informacje o wynikach sekcji zwłok pary prezydenckiej Republika dała jako pierwsza, Polsat i TVN na razie milczą. Zobaczymy w Wiadomościach”.

Informacje o wynikach sekcji zwłok pary prezydenckiej Republika dała jako pierwsza, Polsat i TVN na razie milczą. Zobaczymy w Wiadmosciach

Przeliczył się. To początek aktu pierwszego.

Już o godz. 19:59 ćwierka: „Wiadomości oczywiście też ocenzurowały informację o sekcji zwłok prezydenta. Wiadomościami kieruje Marzena Paczuska”

Wiadomości oczywiście też ocenzurowały informację o sekcji zwłok prezydenta. Wiadomościami kieruje Marzena Paczuska

O 20:07 Paczuska mu odpowiada: „Czekam na publikację oficjalnych wyników badań przez Prokuraturę Krajową. Dotychczasowe, liczne przecieki nie potwierdzały się.”

Wiadomości oczywiście też ocenzurowały informację o sekcji zwłok prezydenta. Wiadomościami kieruje Marzena Paczuska

.@TomaszSakiewicz Czekam na publikację oficjalnych wyników badań przez @PK_GOV_PL Dotychczasowe, liczne przecieki nie potwierdzały się.

O 20:46, w obronę szefową „Wiadomości” bierze Michał Karnowski, dziennikarz portalu wPolityce.pl, magazynu „w Sieci” i publicysta TVP Info: „Wiadomości TVP są atakowane za niezależność, trzeba je wspierać”

@TomaszSakiewicz @MarzenaPaczuska @PK_GOV_PL Pan redaktor od dłuższego czasu prowadzi jakąś dziwną grę wokół @WiadomosciTVP i @TVP.

@waldekk08 @TomaszSakiewicz @MarzenaPaczuskaPopieram apel by gry zakończyć. @WiadomosciTVP są atakowane za niezależność, trzeba je wspierać

Sakiewicz odpowiada wpisem, że „niezależność nie polega na wiecznym promowaniu Karnowskich”. To aluzja to tego, że Michał i jego brat Jacek (redaktor naczelny tygodnika „w Sieci”) są jednymi z najczęściej występujących w „Wiadomościach” komentatorami.

Oburzenie Sakiewicza można wytłumaczyć tym, że nie po raz pierwszy dziennik TVP 1 tak ostentacyjnie pominął smoleński news „Gazety Polskiej”. W październiku „Wiadomości” nie zacytowały ani zdania z ogromnego wywiadu z Antonim Macierewiczem, który ujawniał rzekomo tajne nagranie z rzekomo tajnego spotkania Tuska z Putinem w Smoleńsku wieczorem 10 kwietnia 2010 r. Rzekomo, bo spotkanie było jawne i w dużym gronie, a rejestrowała je kamera TVP, zaś nagranie z tej rozmowy jest znane od 2010 r. i dostępne np. na YouTube.

Akt 2: Kto uderza w kobiety brudnymi chwytami?

W poniedziałek rozegrał się drugi akt tej środowiskowej awantury. Portal press.pl podał, że Justyna Karnowska, żona Jacka, została awansowana na wicedyrektora TVP1.

Portal „niezależna.pl” Sakiewicza opublikował na ten temat ironiczną notkę: „Justyna Karnowska została zastępcą dyrektora Programu 1 Telewizji Polskiej. Wcześniej kierowała redakcją TVP ABC. Prywatnie jest żoną Jacka Karnowskiego, redaktora naczelnego tygodnika „W Sieci”. Biuro prasowe TVP potwierdziło informacje na temat awansu. (…) W odpowiedzi na pytanie portalu press.pl napisano, że „doceniając niekwestionowany sukces i potencjał kanału tematycznego TVP ABC, który znajduje się na stałe w strukturach Jedynki, kierownictwo TVP 1 zdecydowało się podnieść status stanowiska szefa redakcji TVP ABC i nominować Justynę Karnowską na stanowisko zastępcy dyrektora TVP 1. Redakcja gratuluje awansu!”.

Na ten tekścik mocno emocjonalnie zareagował mąż – Jacek Karnowski. Napisał na portalu wPolityce.pl: „Redaktor Tomasz Sakiewicz nie lubi, gdy ktoś staje mu na drodze. Choćby nie wiem jak był zasłużony w pracy dla Polski. Otwarcie szantażował kobietę, szefową Wiadomości Marzenę Paczuskę, stawiając tezę: jeśli nie puści jego pseudonewsa o rzekomo znanych już wnioskach z ekshumacji śp. Marii i Lecha Kaczyńskich (jakim cudem kilkanaście godzin po zakończeniu samej procedury!!!????), to uzna ją za >>smoleńskiego kłamcę<<! A mówimy o dziennikarce, która w dążeniu do prawdy – prawdy, a nie nie hucpy – należała zawsze i należy do tych najtwardszych, najbardziej nieustraszonych, wytrwałych i dzielnych!”

W dalszej części tekstu Jacek Karnowski zarzuca Sakiewiczowi, że „uderzanie w kobiety brudnymi chwytami” najwyraźniej „weszło mu w krew”. Zarzucił mu atak na Justynę Karnowską cytowaną powyżej ironiczną notką. „Redakcja Sakiewicza idzie więc drogą >>Gazety Wyborczej<< i >>Pressa<<, które w ten sposób właśnie dezawuowały samodzielny dorobek zawodowy mojej żony (pracowała w TVP na długo zanim ją poznałem) sugerując bez żadnych podstaw, że chodzi o jakiś nepotyzm”.

Karnowski sugeruje, że Sakiewicz „chce się zemścić za obronę słusznej decyzji Marzeny Paczuskiej”. „Więc uderza. Nawet nie w Karnowskiego, ale – niczym damski bokser – w jego żonę. Kłótnie na prawicy są szkodliwe, są złe. Ale nie możemy pozwolić, by całe środowisko próbował zastraszać, a nawet szantażować, człowiek, który wyraźnie się zapomniał, a może i zagubił” – napisał publicysta.

Na portalu Karnowskich pojawił się też tekst Michała. Wypominał w nim Sakiewiczowi, że przed paroma miesiącami zarzucił Karnowskim, jakoby w sporze pomiędzy szefem Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabańskim, a prezesem TVP Jackiem Kurskim (w sierpniu Czabański chciał Kurskiego odwołać, ale ostatecznie szef TVP zachował stanowisko) stanęli po stronie tego drugiego, licząc na duża kasę z telewizyjnych produkcji.

Akt 3: „Nowy Michnik prawicy”

„Odpowiedziałem od razu, że żadnych planów produkcji telewizyjnej nie mamy i nie mieliśmy” – pisał Michał Karnowski – „Telewizja potwierdziła, że w pytaniu zawarta jest nieprawdziwa teza, że to całkowita bzdura. Ale. świństwo poszło w świat. (…) Wszystko zgodnie z zasadą, że najlepiej z polemisty zrobić złodzieja i że trochę błota zawsze się przylepi. No i się przylepiło.”.

Michał Karnowski wypomina środowisku Sakiewicza: „Robią to ludzie, którym naprawdę duże miliony włożone przez patriotów w Telewizję Republika i zaangażowanie tam setek wspaniałych ludzi jakoś przeciekły przez palce, co zresztą jest już przedmiotem rozmaitych dociekań. I robią to w stosunku do ludzi, którzy żyją skromniej niż ktokolwiek może sobie wyobrazić”.

Potem atakuje naczelnego „Gazety Polskiej Codziennie” porównaniem do… Michnika: „Wedle atakujących wszyscy wokół są źli i kierują się niskimi, podłymi instynktami: i Ojciec Tadeusz Rydzyk, i środowisko >>w Sieci<<, i szefostwo TVP, i teraz >>Wiadomości<< TVP. Wszystkich chce się rozstawiać po kątach i wszystkim dyktować, co mają robić, co i jak pisać. Jednocześnie siebie chwalą bez umiaru. Ostatnio ogłosili nawet, że wybory w USA to oni wygrali, a wnioski generalne z ekshumacji ofiar smoleńskich poznali zanim jeszcze jakiekolwiek badania wykonano. Zaś szefową >>Wiadomości<<, doświadczoną redaktorkę Marzenę Paczuskę, która takich pseudo newsów słusznie nadawać w poważnym programie nie chce, zaliczono do „smoleńskich kłamców”. Co oczywiście dla prawdziwych kłamców smoleńskich jest jak gwiazdka z nieba! Jak widać, ktoś tu chce być nowym Michnikiem prawicy”.

„Dziennikarzowi nie wolno czekać”

Ale najostrzej Sakiewicza zaatakował w poniedziałek Marek Pyza tekstem opublikowanym w portalu wpolityce.pl pod tytułem >>„Poszedł prikaz: grzejemy!” Jak powstał ostatni „news” „GPC” o 10/04. W odpowiedzi na egzaltację<<. To akt trzeci.

Pyza opisuje, jak powstał sobotni tekst GPC o tupolewie, który miał spaść na koła. Przytacza SMS od „znajomego dziennikarza, który długo pracował w mediach Tomasza Sakiewicza” i wciąż ma tam „wielu przyjaciół”:

„Jak powstał news o upadku na kołach – info z wnętrza: Mając inf. o tym, że wyniki sekcji wskazują na >>obrażenia typowe dla wypadków komunikacyjnych<<, góra (czyli red. Sakiewicz – przyp. Marka Pyzy) wysunęła wniosek: >>takie obrażenia mogły powstać w sytuacji, gdy samolot uderzył spodem, a nie dachem<< – i poszedł prikaz: grzejemy! Autor spytał: >>wiemy cokolwiek więcej?<<, dostał odp.: >>Nie możemy więcej<<. Nie przesadzam. Dokładnie tak to wyglądało. Dawno nie czułem takiego zażenowania.”

Pyza cytuje Sakiewicza, który tak się w poniedziałkowej GPC tłumaczył z sobotniego artykułu: Dziennikarzowi nie wolno czekać. Ma dążyć do jak najszybszego zebrania i ujawnienia informacji, nawet jeśli są cząstkowe i potem będą weryfikowane. To, czego się dowiedział, ma przekazać, pozwalając czytelnikowi zachować dystans”. Po czym dopytuje: „Co >>ujawniła<< GPC w sobotnim tekście? Ano nic. Czego się dowiedziała? Niczego. Pozwoliła czytelnikowi zachować dystans? Nie, bo narzuciła własną – nieuprawnioną! – interpretację szczątkowych faktów. To właśnie miałem na myśli pisząc wczoraj, że Sakiewicz szkodzi sprawie smoleńskiej”.

Na koniec Pyza daje Sakiewiczowi radę: „Gdy faktycznie dzieje się coś ważnego – piszcie, krzyczcie, alarmujcie. Ale gdy nie dzieje się nic, nie kreujcie newsów. To sprzeczne ze sztuką naszego zawodu, mało uczciwe wobec czytelników, a w tym szczególnym przypadku również nieuczciwe wobec rodzin ofiar, które tragedia smoleńska dotknęła najbardziej. Lepiej byście jednak milczeli zamiast newsy wymyślać”.

Będą kolejne akty

Konflikt w medialnej rodzinie PiS między środowiskiem Sakiewicza i braci Karnowskich po raz pierwszy mogliśmy zaobserwować na początku sierpnia, podczas wspomnianej próby sił między Czabańskim a Kurskim. Wtedy Karnowscy stanęli murem za Kurskim, bo „przywrócił w TVP pluralizm i wrażliwość na patriotyzm oraz polską rację stanu”. Sakiewicz wsparł Czabańskiego, opowiedział się więc przeciwko Karnowskim, których atakował insynuacjami, że „zanim zaczną rozdzierać szaty w obronie >>świetnego prezesa<<, powinni ujawnić, ilu z nich ostatnio podpisało lub podpisuje kontrakty w telewizji”.

To starcie wygrał układ Kurski – Karnowscy. Politycy PiS w nieoficjalnych rozmowach nie kryją, że Kurski październikowy konkurs Rady Mediów Narodowych na szefa TVP wygrał decyzją Jarosława Kaczyńskiego. Środowisko Karnowskich zostało więc wzmocnione, Sakiewcza – odtrącone. Emocje w tej publicznej kłótni nie dziwią – idzie o to, kto teraz zgarnie więcej programów, wpływów i pieniędzy.

Będą kolejne akty.

prawicowi

wyborcza.pl

Jeden dzień pracy w PRL, a reszta w III RP? Radykalne cięcie emerytury mundurowej. Nowy projekt PiS

Wojciech Czuchnowski, Leszek Kostrzewski, 22 listopada 2016

4 ZDJĘCIA

KRZYSZTOF MILLER

Funkcjonariusz służb i policji będzie miał radykalnie obniżoną emeryturę mundurową, jeżeli chociaż jeden dzień przepracował w Służbie Bezpieczeństwa lub instytucji podlegającej komunistycznemu MSW.
Pod takim projektem podpisał się obecny szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Jeśli rząd Beaty Szydło go przyjmie, Sejm uchwali i prezydent Andrzej Duda podpisze, to zmiany dotkną ponad 32 tys. osób i ich rodzin.

Służył też III RP – nie ma znaczenia

Podpisany przez Błaszczaka projekt „ustawy o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalno-rentowym funkcjonariuszy” (ABW, AW, CBA, BOR, SKW, SWW, SG, więziennictwa i Straży Pożarnej) to nowość – nosi datę 15 listopada. W tym tygodniu prawdopodobnie zajmie się nim rząd.

Emerytura mundurowa dotyczy osób, które pracując w policji i służbach mundurowych, korzystają z przywileju wcześniejszego przejścia na emeryturę (już po 15 latach pracy). W zamian otrzymują świadczenie zwiększone o ok. 2,6 proc. za każdy rok służby.

Projekt Błaszczaka różni się zasadniczo od ustawy dezubekizacyjnej uchwalonej w 2009 r. w czasach rządów PO-PSL i obowiązującej cały czas. Ta zakłada, że funkcjonariusze organów bezpieczeństwa PRL nie dostają emerytury mundurowej za czas służby przed lipcem 1990 r. (wtedy w miejsce Służby Bezpieczeństwa powstał Urząd Ochrony Państwa). Emerytura oficera, który np. przez 5 lat pracował w PRL, a potem przeszedł pozytywną weryfikację i dalsze 10-20 lat służył Rzeczpospolitej Polskiej, składa się dzisiaj z dwóch części:

  • za lata komunistyczne dostaje świadczenie w wysokości 0,7 proc. od podstawowego wymiaru emerytury za każdy rok,
  • za lata służby w III RP nalicza mu się po 2,6 proc. od tej podstawy za każdy rok.

Efekt: zwiększoną o dodatek mundurowy, emeryturę lub rentę funkcjonariusz dostaje tylko za pracę po roku 1990 r.

Zmiany z 2009 r. miały „wyrównać społeczną niesprawiedliwość”, jaką – zdaniem ówczesnej większości sejmowej – były wysokie emerytury byłych esbeków. Jednocześnie gwarantowały, że ci, którzy zdecydowali się pracować dla wolnej Polski i byli wobec niej lojalni, nabyli prawa i przywileje takie jak ich koledzy, którzy nie mieli PRL-owskiej przeszłości.

Projekt Błaszczaka całkowicie zrywa z podziałem na funkcjonariuszy służących tylko PRL i tych, którzy przeszli do pracy w służbach III RP. Art. 15c jego projektu zakłada, że jeśli przed 31 lipca 1990 r. ktoś pracował chociaż jeden dzień w SB lub innych „organach totalitarnego państwa”, to jego maksymalna emerytura nie może przekraczać średniej emerytury ZUS – dzisiaj to 2053 zł brutto, ok. 1,6 tys. na rękę.

Dziś funkcjonariusze lub ich rodziny mają świadczenia wynoszące średnio po kilka tysięcy złotych, więc obniżka będzie radykalna.

Funkcjonariusze i ich rodziny nadal będą mogli pobierać dodatek pielęgnacyjny przysługujący po ukończeniu 75 lat. Ich świadczenie będzie też podlegać corocznej marcowej waloryzacji.

Zobacz też: Rok rządu PiS

Ranni w misjach ONZ – obniżka

Według projektu MSWiA staż funkcjonariuszy w czasach PRL sprawdzać ma IPN, który przekaże swoje ustalenia do ZUS. Oprócz SB obniżenie emerytur i rent dotknie tych, którzy służyli w jednostkach MON: Wojskowej Służbie Wewnętrznej (poprzedniczka WSI), Wojskach Ochrony Pogranicza (poprzednik Straży Granicznej), słuchaczy na kursie Służby Bezpieczeństwa, wykładowców i pracowników szkół milicyjnych i MSW.

Na tej samej zasadzie – do poziomu przeciętnej miesięcznej renty z tytułu niezdolności do pracy – Błaszczak chce obniżyć świadczenia osobom, które kiedyś pracowały w PRL i doznały na służbie ran lub kalectwa (także po 1990 roku). Obejmie to np. tych, którzy odnieśli rany np. na misjach międzynarodowych ONZ. Renta inwalidzka nie może być wyższa niż 1543 zł brutto, a renta rodzinna (dla bliskich poległego) 1725 zł brutto.

W podsumowaniu projektu czytamy, że „nie znajduje uzasadnienia dalsze funkcjonowanie systemu prawnego, który przewiduje dla funkcjonariuszy państwa totalitarnego wysokie przywileje emerytalne, szczególnie w kontekście trudnej sytuacji materialnej wielu ludzi walczących w latach 1944-90 o wolność, niepodległości prawa człowieka”.

Zdaniem autorów zmian „konieczne jest ustanowienie realnej sprawiedliwości w traktowaniu przez system prawny RP przypadków służby w komunistycznych organach bezpieczeństwa w zakresie podziału dóbr materialnych w demokratycznym społeczeństwie”. Czytamy tam też, że pierwsza próba obniżenia świadczeń podjęta w 2009 r. „nie okazała się wystarczająco skuteczna”, bo przepisy nie objęły „rencistów policyjnych, którzy pełnili służbę na rzecz totalitarnego państwa”, oraz ich rodzin „pobierających świadczenia po byłych funkcjonariuszach”.

Jeżeli PiS uchwali zmiany, mniejsze renty i emerytury b. funkcjonariusze zaczną dostawać w listopadzie 2017 r.

Rząd szacuje, że obniżonych będzie co najmniej 18 tys. emerytur policyjnych, 4 tys. policyjnych rent inwalidzkich i 9 tys. rent rodzinnych.

- Tak naprawdę jednak ta liczba może być jeszcze większa, bo nie mamy wszystkich danych o osobach, które służyły w dawnym aparacie – mówi nam nasz informator.

Łącznie po obniżce świadczeń rząd ma zaoszczędzić co roku ok. 546 mln zł.

Pójdą do sądu

Niektórzy funkcjonariusze, którzy stracą na ustawie, już zapowiadają, że wystąpią do sądu.

- Zmniejszenie emerytur byłym funkcjonariuszom SB dotyczy całej rzeszy policjantów służących po 1990 r., i to nawet takim, którzy nigdy w SB nie pracowali, ale np. jako milicjanci odbywali szkolenia w resortowych szkołach [Akademia Spraw Wewnętrznych szkoliła milicjantów, więzienników, strażaków, żołnierzy i funkcjonariuszy SB]. W projekcie ustawy wszystkich wrzucono do jednego worka – mówią nam niektórzy funkcjonariusze.

Już wcześniejsza ustawa dezubekizacyjna spotkała się z protestami i byli funkcjonariusze PRL zaskarżyli zmiany najpierw do polskich sądów, potem do Trybunału w Strasburgu. Przegrali, bo Strasburg uznał rozdzielenie okresów pracy dla komunizmu i demokratycznego państwa za słuszne i sprawiedliwe.

Nie wiadomo, jak sądy odniosą się do obecnie planowanych zmian.

komu

wyborcza.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>